Przejdź do treści

Dom Rossów - cz.1

CZWARTEK – GOŚĆ

Betsy rozczesywała włosy przed lustrem. Ostatnie pociągnięcia szczotki i za chwilę będzie gotowa. W sam czas. Ten dzieciak miał być lada chwila.

Betsy Ross wstała i przejrzała się w wielkim lustrze. Jak na matkę dwojga dzieci i czterdziestoczterolatkę wyglądała świetnie.

Zabrzmiał dzwonek do drzwi. Betsy zapaliła papierosa i uśmiechnęła się do swojego odbicia.

– No to do roboty, suko.

Otworzyła drzwi i zaciągnęła się papierosem.

Młody korepetytor, przystojny, wysoki i szczupły chłopak o sarnich oczach wyraźnie zdębiał. Nie co dzień drzwi otwierała mu matka jego przyszłej uczennicy ubrana tylko w białą, koronkową bieliznę, takie same pończochy na pasie i kurewskie, czerwone szpilki. Jej mokra, czerwona szminka zostawiała ślady na papierosie. Oblizała się.

– Dzień dobry, Jack.

– Dzień dobry... Pani Ross.

– Wejdź proszę – odsunęła się nieco, zapraszając go do domu. Zmrużyła lekko oczy. To był decydujący moment. Wycofa się, czy wejdzie? Sądziła, że ma oko do tych młodych chłopaczków, że potrafi rozpoznać tych nienasyconych, tych zboczonych, tych, którzy penetrują internet w poszukiwaniu coraz to nowych podniet a ich apetyt rośnie i rośnie, bez zaspokojenia. Dlatego wybrała Jacka, jako korepetytora dla swojej córki. Decydujący moment.

Coś błysnęło w jego oczach. Wciąż był zdenerwowany, ale gdzieś tam już pojawiła się chcica. Strumień krwi już ruszył w dół, penis drgnął. Wszedł. Zamknęła za nim drzwi na klucz. Jack rozglądał się po salonie. Ogromny, elegancki, jasny. Beż, brązowe drewno, biel, piękna podłoga, parę dywanów. Światło było ciepłe. Swoje pieniądze Rossowie wydawali na luksusy i wygodę. Wzięła od niego torbę z książkami i odrzuciła w kąt salonu. Spojrzał na nią, wyraźnie starając się nie gapić na cycki. Trzymała papierosa, pozwalając, żeby popiół padał na jej piękną, drogą, lakierowaną podłogę.

Jack miał jakieś osiemnaście lat. Wyglądał na takiego, który pierwszy raz (i pewnie kilka kolejnych) miał już za sobą. A jednocześnie miał w oczach takie coś, jakiś przestrach, jakąś dziecięcą niewinność. Był wysoki i szczupły, tak jak lubiła. Zerknęła na jego krocze a potem długo patrzyła, jak jego dżinsy wybrzuszają się w tym miejscu. Czuła się, jakby powodowała jego erekcję samym spojrzeniem. Zaśmiała się cicho.

Jack chciał być twardy i mimo, że lekko czerwony na twarzy, stał wyprostowany i wciąż się na nią gapił, podczas gdy patrzyła na jego krocze. Dała mu za to punkt.

– Chciałbyś się czegoś napić, Jack?

– Mhm – mruknął, wzruszając ramionami. A jednak zdenerwowany...

– Rose – zawołała Betsy łagodnie. – Usiądź, Jack.

Chłopak przycupnął na wielkiej kanapie, podczas gdy ona wciąż stała.

ROSE

Zabrzęczał dzwoneczek, potem bliżej i głośniej. Chłopak zerknął odruchowo w stronę korytarza, pewien, że zobaczy kota rodziny Rossów.

Do salonu weszła Rose, młoda blondynka o pełnym biuście i figurze modelki, ubrana w najbardziej perwersyjną wersję fartuszka francuskiej pokojówki, jaką Jack kiedykolwiek widział. Rose szła na czworakach, z tyłkiem wypiętym ku górze. Na twarzy miała subtelny makijaż. W jej ustach tkwił knebel w kształcie kulki, z którego ściekała strużka lepkiej śliny, przyklejona do podbródka dziewczyny. Ślina kapała na podłogę, znacząc ślad pełznącej powoli Rose.

– Rose to nasza gosposia. Powiedz jej, jak tylko będziesz czegoś potrzebował, chętnie cię posłucha – powiedziała Betsy. Rzuciła niedopałek na podłogę i celnie zdeptała żar swoim obcasem. Potem usiadła na kanapie naprzeciwko Jacka, po drugiej stronie niskiego, drewnianego stołu.

Chłopak jak zahipnotyzowany patrzył, jak Rose zbliża się do Betsy. Do tej pory takie rzeczy widział tylko w pornosach. Nie przyszło mu do głowy, że kiedykolwiek zobaczy coś tak perwersyjnego na żywo...

Rose stękała i pojękiwała cichutko z każdym ruchem. Na szyi miała obrożę, do której przyczepiony był mały, blaszany dzwoneczek, jak u kota. Była spocona, jej policzki płonęły, spod blond grzywki rzuciła Jackowi zamglone spojrzenie niebieskich, wilgotnych oczu. Knebel poruszył się w słodkich usteczkach, więcej śliny wyciekło po jej wardze i ciągnąc się wylądowało z cichutkim plaśnięciem na podłodze. Zjawisko minęło go i skierowało się do Betsy. Spod fartuszka wystawała czarna, koronkowa bielizna, ciasno opinająca ciało dziewczyny, więc Jack gapił się bezceremonialnie na jej cudowny, wypięty ku niemu tyłek w czarnych, koronkowych majteczkach zakrywających połowę pośladków. Na wyjątkowo długich nogach miała wysokie do kolan, ciasne, czarne buty na tak wysokich i wąskich obcasach, że normalne chodzenie na nich na pewno było niemożliwe.

Gosposia podpełzła do swojej pani kołysząc biodrami, po czym pochyliła się i zaczęła chciwie ocierać się policzkami o jej buty. Jej tyłek był teraz wypięty najmocniej, jak się da. Jack wyraźnie widział, jak coś napina materiał jej czarnych majtek pomiędzy pośladkami. Zupełnie, jakby bardzo, bardzo powoli coś się wysuwało z jej ciała, ale ograniczone ciasnym materiałem bielizny nie mogło wyjść dalej. Jack przełknął ślinę. Betsy patrzyła na niego spokojnie, nie zważając na gosposię najmniejszej uwagi.

– Rose, dla mnie whiskey z lodem – powiedziała spokojnie pani domu, po czym podniosła nogę i trącając Rose obcasem odepchnęła ją lekko od siebie, dzięki czemu Jack przez chwilę dostrzegł mokrą plamkę na materiale między nogami Betsy. Rose zwróciła się posłusznie w stronę chłopaka.

– A ty, Jack? Czego byś się napił?

Chłopak patrzył zahipnotyzowany, jak gosposia pełznie po dywanie w jego kierunku.

– Może martini z colą? Co ty na to?

Jack skinął tylko głową, wpatrzony w kołyszące się, spocone, spryskane obficie drogimi perfumami ciało dziewczyny, która zaczęła ocierać się twarzą o jego jeansy. Ciężko było ocenić jej wiek, ale wyglądała na jakieś dwadzieścia, może dwadzieścia pięć lat.

– Martini z colą dla Jacka, Rose – zakomunikowała Betsy, po czym z gracją założyła nogę na nogę. Rozparła się wygodniej na kanapie. Podobał jej się wyraz twarzy Jacka. Zaskoczenie, może trochę strach... ale przede wszystkim nienasycona, niesamowita żądza, taka, jakiej jeszcze nigdy nie czuł. Powoli docierało do niego, jak wielka przygoda miała go tu spotkać. Trzeba go tylko wyrwać z transu. Mały bodziec.

– Jack?

Podniósł na nią zamglony wzrok.

– Nie bądź zbyt nieśmiały. Czuj się jak u siebie. Rozgość się. Nie chciałabym, żebyś czuł się spięty w moim domu. – widziała, że ledwo słuchał tego, co mówi, zbyt skupiony na ocierającej się o jego nogi dziewczynie.

– Wydaj jej polecenie.

Jakby się obudził.

– Słucham?

– Wydaj jej polecenie. Rose jest dobrą gosposią, zrobi, o cokolwiek poprosisz.

Chłopak spojrzał ponownie na dziewczynę. W jego umyśle zaczynały się już kręcić trybiki.

– Śmiało – zachęciła Betsy ze słodkim uśmiechem.

– Rozepnij mi spodnie – mruknął chłopak, trochę niewyraźnie.

Rose podniosła na niego oczy, mrucząc cicho. Zamrugała bajecznie długimi rzęsami, a potem sięgnęła do jego paska. Szarpała się z nim chwilę, potem odpięła guzik i rozpięła rozporek.

Betsy kochała dźwięk rozpinanego rozporka. Jej nagie ramiona pokryły się gęsią skórką, do ust napłynęła ślina. Poruszyła się niespokojnie, patrząc na Jacka. Mimo wszystko mógł się wykazać ambitniejszym pomysłem... No nic. Rozkręci się.

Pasiaste slipy Jacka ledwie mogły ukryć jego potężną erekcję. Szacując jego rozmiary Betsy pochwaliła się w duchu za dobry wybór. Gosposia nieproszona położyła rękę na wybrzuszonym materiale i ścisnęła kilka razy.

– Wyciągnij go – powiedział chłopak, nieco głośniej niż zamierzał. Pani Ross wyraźnie słyszała w jego głosie niepohamowaną żądzę. Nareszcie zaczynał grać w jej grę. Posłuszna Rose złapała za krawędź slipów i ściągnęła je w dół. Betsy oblizała się lubieżnie.

Spod materiału wyprężył się długi kutas i szybko podrósł o ostatnich parę centymetrów, na co nie pozwalała mu do tej pory zbyt ciasna bielizna. Był gruby, żylasty i czerwony, wyraźnie też drgał niekontrolowanie poddany falom przypływów i odpływów krwi.

– Ssij – powiedział chłopak dysząc głośno, zerkając, jakby w poszukiwaniu potwierdzenia, na Betsy. Uśmiechnęła się tylko. Jack zapomniał, że Rose ma knebel w ustach. Jęknęła cichutko i wspięła się na jego kolana, opierając się piersiami o uda i zaczęła ocierać się kneblem, brodą i policzkami o jego penisa, starając się go zaspokoić mimo wszystko. Chłopak jęknął raz i drugi, kiedy szeroko rozwarte, miękkie wargi musnęły jego napletek znacząc jego skórę kolejnymi strużkami śliny. Zdesperowany sięgnął ku kneblowi szukając zapięcia.

– Zostaw – powiedziała zdecydowanie Betsy. Bawiła ją desperacja wypisana na twarzy chłopaka. Za szybko chciał skończyć zabawę.

– Rose, idź po drinki.

Dziewczyna opadła na czworaki i pospiesznie oddaliła się do kuchni. Jack gapił się na jej tyłek ręką obciągając sobie kutasa, póki Rose nie znikła w korytarzu.

– Przestań!

Chłopak spojrzał na Betsy, jakby obudzony z transu. Posłusznie przestał się masturbować.

– Jeszcze nie. W moim domu trzeba wiedzieć, jak się zachować – powiedziała surowo. – Nie na wszystko możesz sobie pozwalać.

Jack wyraźnie był skonfundowany. Zaczał podciągać slipy i spodnie.

– Zostaw. Siedź spokojnie. – Betsy była wyraźnie zniecierpliwiona. Jack westchnął z frustracją, ale uśmiechnął się po chwili i rozparł wygodnie na kanapie. Podniecenie nie opuszczało jego oczu.

– Jest pani bardzo gościnna... Pani Ross – wydukał. Betsy przydzieliła mu w myślach kolejny punkt.

– A ty jesteś bystrym, bardzo dobrze wychowanym chłopcem, Jack. Na pewno się dogadamy. – rozprostowała nogi, po czym założyła je odwrotnie ciesząc się drgnięciem nabrzmiałego kutasa, kiedy Jack zerknął jej znów między nogi.

KOREPETYCJE

– Jesteś gotowy do korepetycji? – zapytała go. Znów zaskoczenie. Ale i tak szybko się uczył. Zerknął na swojego twardego penisa, jakby zastanawiał się, czy to koniec atrakcji.

– Świetnie. Chcę, żebyś pomógł mojej córeczce, Emily. Jak ci już mówiłam, ma piętnaście lat. Ma świetne oceny ze wszystkiego, oprócz informatyki... Dziwne, biorąc pod uwagę ile czasu spędza na facebooku.

– Rozumiem – Jack czuł się trochę dziwnie prowadząc taką rzeczową dyskusję siedząc naprzeciwko seksownej czterdziestolatki w bieliźnie, podczas gdy jego sztywny fiut wystawał ze spodni, ale postanowił grać w tę grę.

– Zaczniecie jutro. Mam też nadzieję, że przyjdziesz w weekend, jeżeli możesz. Chcę, żeby w miesiąc orientowała się chociaż w podstawach. Oczywiście nie mówię o programowaniu, ale o użytkowaniu...

Jack kiwał głową, błądząc wzrokiem po ciele Betsy. Miała bardziej krągłą i dojrzałą figurę niż Rose, ale wciąż bardzo seksowną. Milf, jak to mówią. Mimo seksownych widoków jego penis powolutku miękł i opadał. Teraz celował w stronę stołu. Betsy spokojnym głosem wyjaśniała mu, czego oczekuje.

– Poza tym chcę, żebyś ją rżnął.

Jack aż westchnął z zaskoczenia. Jego kutas momentalnie osiągnął pełny, bolesny wzwód. Pomyślał, że się zaraz spuści.

– Słucham...? – spytał cicho. Betsy rozłożyła nogi powoli, leniwie i położyła dłoń na swoim łonie.

– Chcę, żebyś ją rżnął. Pieprzył. Chcę, żebyś ruchał moją córeczkę jak tylko będzie chciała. Jak będzie zachowywać się jak księżniczka, masz ją pieprzyć jak księżniczkę. Jak będzie suką, pieprz ją jak sukę. – mówiła Betsy podnieconym szeptem, głośno wzdychając przy słowach "pieprzyć", "córeczka" i "suka", a jej dłoń pieściła jej wzgórek łonowy szybkimi ruchami. Jack siłą woli powstrzymywał się, żeby nie zacząć się znów masturbować. Doszedłby w kilka sekund. Na czubku jego penisa pojawiła się kropelka płynu nasiennego. Po krótkiej chwili Betsy uspokoiła się. Polizała palce i znów elegancko założyła nogę na nogę.

– Rozumiemy się? – spytała z uśmiechem, patrząc Jackowi prosto w oczy.

– Ta... Tak. – przełknął głośno ślinę. Czy ta kobieta naprawdę kazała mu przed chwilą uprawiać seks z jej nastoletnią córką...?

Przez chwilę panowała krępująca cisza. Jackowi zdawało się, że jego odsłonięty, sztywny penis pulsuje w takt wiszącego na ścianie, nowoczesnego zegara.

Zabrzęczało szkło.

DRINKI

Do salonu znów weszła Rose.

Tym razem szła wyprostowana. Jack podziwiał jej niesamowicie długie nogi, gdy szła niestosownie kołysząc biodrami, balansując na niemożliwych obcasach. Niosła tacę z drinkami zamówionymi dla nich przez panią domu, ale w ustach wciąż miała knebel. Ślina ściekała jej już grubą, lepką strugą po brodzie i szyi na odsłonięty dekolt. Strużka znikała gdzieś między jej piersiami opiętymi ciasnym, czarnym stanikiem, który wystawał spod niedorzecznego fartuszka.

Gosposia jęczała przy każdym kroku a nogi stawiała czasem pod dziwnym kątem. Gdy pochyliła się nad stołem, Jack zobaczył, że cokolwiek próbowało wysunąć się spomiędzy jej pośladków, było na pewno bardzo grube... Majtki praktycznie groziły zerwaniem. Betsy podążyła za jego wzrokiem i również spojrzała na wypięty tyłek Rose. Pokręciła głową.

– Mówiłam, że ma być wsunięty całkiem. Popraw.

Gosposia zostawiła tacę na stole i sięgnęła do tyłu.

– Nie ręką, Rose – przerwała jej Betsy. – To niehigieniczne.

Rose westchnęła cichutko (czemu towarzyszyło kapnięcie kilku kropelek śliny na dywan) po czym ostrożnie wspięła się na niski stolik. Jack patrzył zafascynowany, jak Rose kuca rozkraczając się bezwstydnie, po czym stękając raz po raz powoli siada na blacie, nabijając się na przedmiot, aż ten znikł całkiem. Potem zeszła ze stołu i opadłszy na czworaka, z policzkami czerwonymi z rozkoszy lub wstydu przycupnęła pod nogami swojej pani. Na stole pozostały dwie mokre plamy w miejscu, gdzie dotknęła blatu pośladkami. Rozchodził się od nich zapach piżma i kobiecego potu.

Jack zerknął na swojego penisa. Kropelka płynu nasiennego spływała po główce: Betsy patrzyła rozbawiona, jak chłopak walczy ze sobą. Jego nabrzmiałe od spermy jądra pewnie zaczynały już pulsować bólem... Może powinna pozwolić mu dojść? Z drugiej strony pierwszy wytrysk jest najważniejszy. Emily powinna to zobaczyć. Ale było już późne południe, a przed nimi jeszcze jutrzejszy wieczór oraz sobota i niedziela. Będzie dużo czasu na grę.

– Jack?

– Tak, pani Ross?

– Usiądź obok mnie – skłoniła głowę w bok, wskazując miejsce na kanapie obok siebie. Jack nie wahał się ani chwili. Wstał, ręką przytrzymując spodnie i przesiadł się tuż obok Betsy. Rose śledziła go wzrokiem.

– Podaj nam nasze drinki, Jack, dobrze?

POŃCZOCHY

Chłopak sięgnął zręcznie po szklanki i wręczył whisky Betsy. Ona pociągnęła łyk, po czym trąciła kolanem jego udo, patrząc, jak penis znów robi się sztywny. Wzięła szklankę w lewą dłoń, a prawą chwyciła członek. Jack jęknął i o mało nie rozlał własnego drinka. Patrzyła mu w oczy i ze stoickim spokojem poruszała ręką.

Chłopak wiercił się, stękał i sapał, chcąc dojść jak najszybciej, ale Betsy wcale się nie spieszyła. Przeciwnie, zwalniała, popijała drinka, przestawała, żeby ścisnąć go za jądra raz i drugi...

Wreszcie wyswobodziła się ze szpilek, przekręciła się i położyła nogi na kanapie. Jej stopy obciągnięte ciasnymi, białymi pończochami macały, dotykały i niezdarnie pieściły grubego kutasa. Jack był cały czerwony na twarzy. Skończyła właśnie whisky, kiedy chłopak zaczął jęczeć głośniej. Natychmiast przerwała pieszczotę a jej stopy zaczęły błądzić po jego udach i brzuchu, omijając sterczącego, śliniącego się penisa.

– Klaro – mruknęła. – Zapnij spodnie Jacka, a potem podaj mu torbę.

Szukała wzrokiem jakiejkolwiek oznaki sprzeciwu chłopaka, ale wytrzymał, zdobywając u niej trzeci punkt.

Rose podniosła się i na klęczkach, delikatnie podciągnęła slipy i zapięła mu jeansy. Nabrzmiały członek ledwie się mieścił.

– Jesteśmy więc umówieni na jutro? – spytała Betsy ponownie wkładając stopy w swoje szpilki.

– Tak, pani Ross. – odpowiedział cicho, wstając z kanapy. Wstała razem z nim i wskazała mu drzwi. Rose podała mu torbę, a potem, zbyta machnięciem ręki pani domu odeszła do kuchni, postękując przy każdym kroku. Jej majtki były znów wybrzuszone.

Jack już naciskał klamkę, kiedy Betsy położyła dłoń na jego biodrze. Odwrócił się.

– Podoba mi się twoja cierpliwość, Jack. Przyda ci się to. – szepnęła, podchodząc bardzo blisko, tak, że jej ciężkie piersi oparły się o jego tors. Patrząc mu prosto w oczy przesunęła dłonią po jego kroczu. Skrzywił się, kiedy lekko ścisnęła jego jądra. Powolutku rozpięła jego rozporek, przyciskając go plecami do drzwi.

– Już już, przecież nie puścimy cię tak do domu...

Ulga i podniecenie, które odmalowały się na jego twarzy podwójnie rozbawiły Betsy. Wszyscy faceci to takie właśnie dzieciaki, pomyślała, wsuwając zadbaną dłoń z pomalowanymi na zielono paznokciami przez rozporek do jego slipów. Nachyliła się i musnęła ustami jego ucho.

– Uwielbiam twojego kutasa. Emily też się na pewno spodoba. Będę jej kazała brać go do buzi i obciągać. To ci się spodoba, prawda...? Ona ma takie małe, słodkie usteczka... – szeptała mu namiętnym głosem i czuła, jak jego spocony penis, ściśnięty wewnątrz spodni twardnieje i pulsuje w jej dłoni. Tym razem poruszała ręką szybko i mocno. Chłopak wił się, przyszpilony do ściany i pojękiwał głośno. Położył nawet drżącą dłoń na jej tyłku i ścisnął mocno, ale pozwoliła mu na ten afront.

– Zaraz się spuścisz – szeptała wciąż – prosto w swoje spodnie. Będziesz miał o czym myśleć przy każdym kroku do domu. Chcę, żebyś myślał o mojej córeczce, kiedy będziesz tryskał. Widziałeś ją, prawda? Podobają ci się jej włosy? Jej oczy?

Jack rzeczywiście kojarzył małą Emily Ross z widzenia, kiedy jeszcze chodził do starej szkoły, ale nie poświęcił dzieciakowi ani chwili uwagi. Jednak teraz uparty, seksowny szept pani Elisabeth Ross i jej zręczna dłoń uparcie szamocząca się w jego spodniach sprawiały, że widział twarz uśmiechniętej Emily, a ten widok mieszał mu się ze wspomnieniem wypchanych czymś majtek Klary i z perfumami pani Ross...

– Spuść się... Wytryśnij, rozluźnij się, chcę poczuć zapach twojej spermy... – szeptała Betsy gorączkowo. – Jak się nazywa moja córka? – spytała, przerywając na sekundę i lekko ściskając jego wymęczone, spocone jaja.

– Emily... – jęknął. Zaczęła mu obciągać jeszcze szybciej i mocniej, kierując penisa w dół, wgłąb spodni i slipów.

– Jeszcze raz...! – syknęła.

– Emily! – jęknął głośno i wytrysnął. Betsy oblizywała wargi, czując gorące, lepkie nasienie tryskające w jej dłoń. Wcierała je w penisa, czując jak z każdym kolejnym wytryskiem oślizgły członek, pulsując, mięknie. Po chwili sperma przestała tryskać, a Jack przestał jęczeć i wzdychać. Wewnątrz całe jego slipy i spodnie były całkiem mokre.

Betsy wyciągnęła rękę z jego rozporka i uniosła do twarzy. Palce miała poklejone ciągnącym się, gęstym nasieniem. Dla Betsy zapach był obezwładniający. Jack dyszał i patrzył, jak pani Ross wyciera jego spermę w swoje piękne pończochy.

Wreszcie Betsy pozwoliła chłopakowi wyjść. Zapiął mokry rozporek, a na jego jeansach rozlewały się ciemne plamy, gdy patrzył na nią, zdyszany, jak stała w progu opierając się o framugę.

– Do zobaczenia jutro, Jack. Śpij dobrze.

– Do widzenia, pani Ross. – powiedział. Potem zamknęła drzwi.

Ale Jack nie mógł długo zasnąć tej nocy. A kiedy mu się wreszcie udało, śnił o wielkim wilku gwałcącym roześmianą Emily Ross w czerwonej pelerynie.

On był tym wilkiem.

13 października 2013
↑ na górę
Pozostałe części tego opowiadaniaDom Rossów - cz.3
Dom Rossów - cz.2
Dom Rossów - cz.1
Podobne opowiadania Szkolna masturbacja (masturbacja, nastolatki, zabawki)
W autokarze (masturbacja, seks oralny)
HEJ WESELE... (kazirodztwo, masturbacja, pierwszy raz)
Napad (anal, kazirodztwo, milf)
Ja i moja matka (masturbacja, podglądacze)
Zakupy (fetysz, zabawki)
Zapłodniona ekspedientka (klasyczne, milf)

Uwaga!

Serwis zawiera materiały erotyczne i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Czytaj politykę cookies.

Mam ukończone 18 lat i akceptuje politykę cookies >>